4.20.2014

Wesołych Świąt!

Wielkanocne gołąbki z balkonu życzą wszystkim miłości i ciepła wiosennego.

4.19.2014

Wielka leniwa Sobota

Wielką Sobotę postanowiłam uczcić spacerem. Pogoda piękna, energia rozpiera, nie ma co siedzieć w domu! Plan był prosty - wejść na Górę Artura, jednak szybko uległ zmianie. Postanowiłam założyć sukienkę, co zdyskwalifikowało wchodzenie na Górę. Przeszłam się jednak w dół Królewskiej Mili i rozkoszowałam się kawką, krówkami i promieniami słonecznymi.
A tak pracownicy szkockiego Starbuksa zapisują imię Gosia...
Kupiłam trzy krówki: cytrynową, mocha i milk chocolate. Wszystkie trzy były pyszne, ale Mocha zdecydowanie wygrywa, dodatkowo miała warstwę czekolady przez co była niesamowicie słodka, tak jak lubie!
Wracałam ulicą, którą nigdy wcześniej nie szłam i ten odcinek w intensywnym słońcu przypominał mi ulice Hiszpanii. Brakowało tylko palm.

4.13.2014

Starocie z internetu

Znalazłam w czeluściach internetu kilka zdjęć, w których się od razu zakochałam.
Ja chce wehikuł czasu! Ja chce w lata 50te i 60te, aaaaaaaa!

4.08.2014

Portobello


Mój sobotni spacer zakończył się na Portobello. To moje drugie odwiedziny w tych rejonach i po raz drugi stwierdzam, że jest tam nieciekawie. Może inaczej sama główna ulica i uliczki boczne są całkiem przytulne, jednak deptak, plaża, promenada, są beznadziejne. Smutne, przygnębiające. Dziwi mnie, że władze Edynburga nie zadbają bardziej o wystrój plaży. Mogłoby to być na prawdę fajne miejsce.

4.05.2014

Działo się bez energii

No już, już. Po lenistwie i braku sił, które ostatnio mnie nawiedziły, powoli, małymi kroczkami wracam do siebie. Energii na razie niewiele, ale staram się ją kumulować i dobrze wykorzystywać.
Ostatnie dni przyniosły nad Edynburg mgły i deszcze, co zdecydowanie nie pomagało w utrzymaniu dobrego nastroju. Dodatkowo moje bardzo brzydkie i niesamowicie wygodne buty na wielkiej koturnie (które zawsze zakładałam na pluchy) rozwaliły się. Podeszwa pękła i tyle. Na śmietnik z wami gnojki! Niestety zaowocowało to problemem obuwniczym w czasie deszczu, ale spokojnie, coś mam na oku...
O tak się zrobiło butom, o tak!

Nastrój osłabienia psychicznego sprawił, że nie porobiłam zdjęć z zeszło-weekendowego wypadu do kina z Bu. Straszne! Nie dość, że obejrzały "Grand Budapest Hotel", to jeszcze poszły na obiad i wypiły po drinku. Nie ma fotorelacji... :(

Żeby jednak nie smucić się bardzo brakiem zdjęć z zeszłego tygodnia, dodam zaległe zdjęcia puzzlowe, bo jak na razie nie zaniechałam układania i cały czas zagarniam nowe pudła z maleńkimi elementami. 
Myślę, że szczurek Julian i dziwne narośle na murze będą odpowiednimi zdjęciami na zakończenie posta.  Więc zakańczamy!